Zdjęcia w galerii:
  • Święto Niepodległości - 11 XI 2011
  • Czas wolny
  • Święto Niepodległości - 11 XI 2011
  • Czas wolny
  • Konkurs rzutów karnych w trakcie otwarcia Orlika przy Zespole Szkół im. T. Kościuszki w Miliczu \'2008
  • Czas wolny
  • Czas wolny
  • Dzień Seniora \'2009
  • Złożenie kwiatów pod Krzyżem \"Solidarności\" w Miliczu - 13 XII 2011
  • 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego - 13 XII 2011
  • Święto Niepodległości - 11 XI 2011
  • Takie jest życie
  • 04
  • Czas wolny
  • 01
  • Czas wolny
  • Spółdzielnia Socjalna \"Szklany Świat\"
  • Uroczyste wspomnienie rocznicy wprowadzenia stanu wojennego
  • Uroczyste otwarcie Orlika przy Zespole Szkół im. T. Kościuszki w Miliczu \'2008
  • 06
  • Święto Niepodległości - 11 XI 2011
  • 07
  • Czas wolny
  • Spotkanie z sąsiednimi samorządami ws. rozbudowy istniejącej już ścieżki rowerowej w powiatach trzebnickim i milickim - 8 XII 2011
  • Prezentacja istniejącej ścieżki rowerowej wraz z małą architekturą oraz ekspozycją kolejki - 8 XII 2011
  • 05
  • Święto Karpia Milickiego 11 XI 2011
  • Otwarcie wyremontowanego budynku SOSW w Miliczu - 14 X 2011
  • Spotkanie w MSPDiON
  • Uroczyste zakończenie Roku Miłosza w auli I LO -15 XII 2011
  • Święto Karpia Milickiego - 9 IX 2011
  • Takie jest życie
  • Święto Niepodległości 11 XI 2011

Sąsiedzi

Spotkanie z dawnymi mieszkańcami Ziemi Milickiej w Wurzen to przeżycie niezapomniane. Pomijając uprzejmość i serdeczność gospodarzy, którzy nie odstępowali nas na krok, stałe zainteresowanie niezniszczalnego Hansa J. Nitschke, najważniejsze wrażenia pochodzą z sali zjazdu. Gdzie każde wypowiedziane słowo, odnoszące się do Milicza, Sułowa, Cieszkowa, Ziemi Milickiej, wywołuje wzruszenie ilustrowane załzawionymi oczami. Gdzie widać wyraźnie jak starzy ludzie, u kresu swojego życia, łakną każdej, nawet najbardziej banalnej, najdrobniejszej informacji z „kraju lat dziecinnych.” Gdzie każdy przedmiot przywieziony z Milicza nabiera wagi relikwii.

Wyraźnie cieszyli się też z przyjazdu milickiej delegacji, z obecności starosty milickiego. Jak powiedział szef ziomkostwa Ernst Heider, po raz pierwszy w historii polska delegacja samorządu terytorialnego, wzięła udział w spotkaniu ziomkostwa. Trzeba odbudowywać te kontakty, odtwarzać więzi z naszymi przodkami Ziemi Milickiej. Grupa niemiecka już zapowiedziała przyjazd we wrześniu, aby odwiedzić swoje miejscowości.  A nadburmistrz Wurzen Jorg Roglin odwiedzi prawdopodobnie Milicz w Swięto Karpia, kiedy być może będziemy formalizować nasze więzi i dotychczasowe kontakty.

Wurzen to piękne miasto, stolica rolniczej gminy. Ciekawe jak zareagowali na wygraną Francois Hollanda w sąsiedniej Francji? Ja nie świętuję……

 

Komentarze2

Kłamca, kłamca…

Żaden to wstyd ani obraza dla kłamnika milickiego, jeśli nazwie się go kłamcą. W końcu od czegoś ten kłamnik się przyjął, przecież nie od jamnika… Ale ostatnio skłamał równie perfidnie jak i bezczelnie. Zarzucił wójtowi Miecznikowskiemu sfałszowanie oświadczeń majątkowych, co miałoby skutkować sprawą karną i utratą mandatu. Z nieukrywaną satysfakcją i nadzieją, kłamnik rozsiewał pomówienia i zarzuty. A nuż się przyjmie, a nuż zaskoczy….

Niestety „nie pykło”, nie zaskoczyło. Nadzór wojewody wyjaśnił sprawę jednoznacznie i zdecydowanie – „wójt nie złamał prawa, nie musiał wykazywać, iż był prokurentem spółki, ponieważ na dzień 31 grudnia 2002 roku funkcji tej już nie pełnił”.

Przeproszą? Nigdy. Sprostują? Po co? Prawo prasowe? Etyka? Wolne żarty… Po pierwsze prawo prasowe nie dotyczy czegoś, co nie jest prasą. A kłamnik nie jest. Etyka dziennikarska dotyczy tylko dziennikarzy. A tam pracują wynajęci propagandziści, inaczej – cyngle. Jeden z nich podpisywał tylko teksty przygotowane poza tzw. redakcją, w pobliskiej szkole leśnej. To o jakiej etyce mowa?

Pan wójt zażądał, z tego co pamiętam, sprostowania wraz ze zdjęciem autorki na pierwszej stronie. Mam nadzieję, że tego oczekiwania nie spełnią, bo choć tego nie czytam, to zalegające w sklepach egzemplarze, potrafią nieźle straszyć stroną tytułową zanim pójdą na przemiał.

Komentarze10

Bojkot!

„Jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane – powierz to mężczyźnie. Jeśli chcesz by zostało zrobione – powierz to kobiecie.”

Margaret Thatcher

 

Nie wiem czy to wstyd czy nie, ale zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim w kwestii bojkotu dyplomatycznego Ukrainy w czasie EURO 2012. Mierzi mnie to tłumaczenie, że w ten sposób wpychamy ten kraj w objęcia Moskwy, że nam nie wypada, że nic takiego się jeszcze nie stało. Otóż stało się. Haniebnie i skandalicznie potraktowano nie tylko byłego premiera, szefa rządu, ale także kobietę. I to Polska, która powinna być szczególnie wyczulona na punkcie przestrzegania praw człowieka, może mieć tutaj wiele do powiedzenia. To Polska, jako pierwszy kraj, który uznał niepodległość Ukrainy, ma szczególne prawo do wyrażenia sprzeciwu i oburzenia. I należy to zrobić. Tego oczekuję od rządu, w którego składzie aż się roi od byłych opozycjonistów i dysydentów, tego oczekuję od prezydenta, który powinien wziąć w obronę kobietę poniżaną i maltretowaną w posowieckim łagrze. Kryminalista Janukowycz sam z siebie nie zdobędzie się na gest przyzwoitości. Bojkot pokaże Ukraińcom, w jakim stanie znajduje się ich państwo, jak postrzegane są jego władze, jakim autorytetem cieszy się za granicą ich prezydent. Bojkot jest jedyną obecnie szansą na zmianę sytuacji.

Trochę się niepokoję, że mamy też lokalny mały bojkot, nie wiem tylko czego i dlaczego. Po znaczącej nieobecności burmistrza na otwarciu ścieżki rowerowej, inwestycji współfinansowanej przez gminę Milicz, o czym zostałem poinformowany faksem po południu, w przeddzień uroczystości (taka nowa świecka tradycja), ku mojemu najwyższemu zdumieniu, postanowił on także zbojkotować święto 3 Maja(!). I to uroczystości, do udziału w których próbował nas (powiat) zaprosić, czyli odśpiewanie hymnu i msza św. Ani do jednego, ani do drugiego nie trzeba mnie specjalnie zapraszać. Ale zaprosić do siebie gości i samemu nie przyjść, to faktycznie niezły numer… Cała ta historia skończyła się tak, jak się zaczęła, czyli szopką. Po zamieszczeniu na stronie powiatu programu święta, dostaliśmy faksem (a jakże) zaproszenie do …wspólnych obchodów. Odpowiedzieliśmy – dobrze. Jeśli wspólne obchody, to także wspólne poniesienie kosztów. O nie – odpowiada burmistrz. – Niedobrzy radni zabrali mi pieniądze, więc płaćcie tylko wy! Ja mogę sfinansować podniesienie flagi na maszt i …mszę świętą. No, tego było już za wiele. Jest wiele okazji na strojenie sobie żartów, ale robić sobie jaja z 3 Maja, to już jest niesmaczne. Na koniec zrobił unik i w ogóle nie przyszedł. A co by było, gdybym zamiast do Cieszkowa, w dobrej wierze poszedł pod urząd gminy? Podnosiłbym flagę z panią Magdą? Czy z panem Rysiem? Zdzisiem?

Jak wyczytałem w gazecie, burmistrza nie było także tego roku, na jego ulubionym święcie, 1 majowym, pod jego ulubionym pomnikiem ku czci żołnierzy radzieckich. W gronie różanych kombatantów i ludowych weteranów. To już bojkot na całej linii. Totalny. Aż się boję, że następnym krokiem mógłby być bojkot otwarcia piramidy azteckiej, wiadomo gdzie…. Mógłby się urzędnik średniego szczebla bardzo zdenerwować. A ma ostatnio powodów do „nerw” niemało. To jeden, to drugi sołtys coraz głośniej upomina się o fundusz sołecki, niektórzy upominają się o remont dróg gminnych, a całe tłumy ruszyły do budowy przydomowych oczyszczalni ścieków, uznając jednocześnie (i słusznie) urzędnika średniego szczebla za aroganta i bufona. Nerwy mu nie wytrzymały, kiedy wygłaszając kolejne kazanie dla radnych (urzędnik średniego szczebla!), zrecenzował prace zarządu powiatu. W tej recenzji uznał, że powiat nie powinien budować ścieżek rowerowych… Pewnie ma pan rację urzędniku, ale należy odpowiedzieć sobie na pytanie – kto by ją wówczas wybudował? Przecież nikt się nie kwapił. A dzięki nam jest. I to jak jest! Pewnie powiat nie musiałby budować też zalewu w mieście. Ale kto by go wówczas wybudował? Hmm? Burmistrz nie, bo pierwsze co zrobiło, to zrezygnował z nieodpłatnego przejęcia 40 ha pod budowę dwóch akwenów. Orlika być może też nie musieliśmy budować jako pierwsi, tylko wówczas przepadłoby 330 tys. zł, które przeznaczone były na Milicz, gdyż gmina wycofała się z wniosku. I tak dalej, i tak dalej….

A w sprawie ścieżki nie ma się co napinać, ludzie nogami (rolkami i rowerami) codziennie oceniają jej przydatność. W ciepły weekend nawet 3500 korzystających! Myśli pan, że tylu wejdzie do przemysłowej kolejki, ciągniętej przez lokomotywę z cegielni? Oby…

 

Komentarze

Gdy rozum śpi….

No śpi, częściej niż można by przypuszczać. Słodko drzemał, a ostatniej komisji budżetowej, gdy radna Joanna ni z gruszki ni z pietruszki oskarżyła zarząd, a przede wszystkim mnie, o to że, oszukaliśmy ją w trakcie załatwiania wszystkich formalności związanych z planem B i oddłużeniem milickiego szpitala. Na czym miało polegać oszustwo? Na tym, że informowaliśmy wszystkich, więc także ją, że firma parabankowa, mająca obsłużyć to zadłużenie, niejaka MW Trade, zrezygnowała na 3 dni przed terminem złożenia wniosku w Warszawie i zmusiła nas w trybie superekspresowym do wybrania innej firmy parabankowej, czyli Magellana. Który w ciągu 2 dni wyłożył 10 milionów złotych na zapłatę, pozostałego po oddłużeniu zobowiązania. Dlaczego mielibyśmy kłamać, dlaczego oszukiwać? No! Tu się dopiero pojawiają smaczki i domysły….

Firma parabankowa……

Finanse……..

Oddłużenia……

Prowizje….

Działki albo udziały……

Dole, kasa, siano, konto, itp…….

No, co? Wiadomo! Ten, kto jej podpowiadał albo kazał rzucić podejrzenie, dobrze wiedział, o czym mówi. Ma w tym ponoć niezły dorobek i solidne doświadczenie, o czym coraz głośniej mówią tak zwani dobrze poinformowani.

Nic z tego. Pismo z 25 lipca 2011 roku, podpisane przez prezesów zarządu, nie pozostawia żadnych wątpliwości, żadnych niedomówień – MW Trade rezygnuje ostatecznie z obsługi zadłużenia. Czarno na białym, kawa na ławę, łopatologicznie. Czy to coś zmieniło? Czy pani Joanna się opamiętała? Czy może przeprosiła, odwołała? Nie. Okazało się, co mnie trochę zdumiewa, że razem z rozumem poszła spać przyzwoitość, a być może i honor. Jeśli w ogóle, kiedykolwiek się spotkali…

A mam pełne prawo w to powątpiewać, od chwili, gdy ta sam radna (powiatowa) wzięła w opiekę burmistrza Trzebnicy, otoczyła go niezwykłą troską, kiedy go zrugałem za to, że przez jego nieudolność może „wysypać” się wspólny projekt na dofinansowanie termomodernizacji. Tenże burmistrz w ostatniej chwili postanowił wycofać się z projektu, bo nie ma, i miał nie będzie, bagatela – pozwolenia na budowę! Cały projekt staje pod znakiem zapytania, sześć samorządów czeka na te pieniądze, a on się wycofuje. Rozum też nie obudził się w innej, jak zawsze niezawodnej, radnej Henryce, która zadała filozoficzno – naiwne pytanie, kto tu kłamie? Przecież wystarczy wziąć do ręki papier, w którym stoi jak byk – „wycofuję się z projektu”. To co tu jest niejasnego? Kto jest poszkodowanym? Przez kogo? Chyba że….. Chyba że obie panie wychodzą z założenia, że „im gorzej tym lepiej”. Wtedy przyznaję – to się trzyma kupy. Taaa… to może być logiczne. Ale to właśnie są te upiory Goi.

Rozum spał snem niedźwiedzia albo narkomana, gdy w technikum leśnym zwalniali z pracy najlepszych nauczycieli. Gdy prześladowano w biały dzień, bez dania racji, ludzi szlachetnych i charyzmatycznych. We wszystkich sprawach sądowych majestat Rzeczpospolitej uznał, że  złamano prawo – zwalniając Bożenę Smerekę, Krzyśka Salatę i zarzucając mu jakieś idiotyczne zniszczenie …..dzienniczków praktyk. Ponoć o kolejnym wyroku, korzystnym dla Krzyśka, napisał nawet naczelny „kłamnik milicki”. To jest o tyle ciekawe, że w całej tej hucpie patronował tym, którzy te sprawy dziś przegrywają. Piórem niejakiego O. Konia pisał teksty pod dyktando, na zamówienie i konsultując je z dyrekcją, która po kolei wyrzucała z pracy nieprawomyślnych. Dziś ten sam cyngiel pisze o zwycięstwie sądowym Krzysztofa w myśl starego powiedzenia – przylepiło się …… do okrętu i krzyczy:

- Płyniemy!

 

Komentarze

„jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”

Wczoraj odbył się konkurs na stanowisko dyrektora Zespołu Szkół Leśnych w Miiczu. Konkurs odbył się w Warszawie w Ministerstwie Środowiska i towarzyszyły mu ciekawe okoliczności. Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że w postępowaniu konkursowym na państwowe stanowisko może wziąć udział ktoś, kto dwukrotnie został zwolniony dyscypinarnie z pracy. Szokiem było to, że w konkursie startuje kobieta przeciwko ktorej toczy się postępowanie rzecznika dyscyplinarnego przy wojewodzie, która ma sprawę karną za falszowanie dokumentów. – Niepojęte, myślalem sobie. Po razz kolejny nieocenionym w wyjaśnianiu skomplikowanych sytuacji okazał się  być Robert Adach, który logicznie wyłożył. – W normalnym państwie prawa każdy nieudacznik może starać się o wszystko, ale rolą tego państwa jest, aby go zweryfikować i odrzucić. I tak się na szczęście stało. Wygrał człowiek, który gwarantuje szkole spokój, stabilizację i poczytalność. Skąd to wiem? Z opinii uczniów, którzy przeszli przez edukację u Daniela Targosza. Bo dyrektorem jest się takim, jakim się jest nauczycielem. To złota i żelazna zasada edukcji. A on ma u swoich uczniów opinię bardzo dobrą. Panie Danielu – serdeczne gratulacje i powodzenia w niełatwym dziele przywrócenia szkole autoryetu i dawnej pozycji.

Komentarze1

No właśnie – komu?

Od dwóch dni przebywam koło Rawy Mazowieckiej na walnym zgromadzeniu powiatów polskich. Sercem jestem oczywiście w Miliczu przy lokalnych problemach, choćby związanych z siatkówką. Wczoraj wieczorem dostaję sms-a:

„Cały rok na darmo. Dziś się dowiedziałem, że nie bierze mnie na turniej. W swoim mieście nie zagrać, czuję się jakbym dostał młotkiem po głowie.”

Hmmm, znamienne. Pisze to chłopak od zawsze związany z siatkówką, od IV klasy szkoły podstawowej. Z różnymi osiągnięciami, sukcesami, epizodami. Od zawsze w klubie. Tak milicki, jak milicki jest nasz karp. Jego rozgoryczenie mnie przygnębia i frustruje. To po co to wszystko? Wypada powtórzyć – „komu potrzebny jest KS Milicz”? Tę sprawę trzeba w najbliższym czasie gruntownie przedyskutować. Bo przy mirażu wyższej ligi możemy łatwo wylać dziecko z kąpielą. Możemy stracić najwierniejszych sprzymierzeńców, zawodników i kibiców. Kto nam wówczas zostanie?

Niech kluczowym przykładem będzie historia siatkówki w Sycowie, Kamiennej Górze czy Wołowie, gdzie też w pewnym momencie zachłyśnięto się wielkim sportem. Po roku, dwóch, rzeczywistość okazuje się na tyle okrutna, że często na spalonej ziemi, trzeba od zera odbudowywać szkolenie i funkcjonowanie klubów. Często podnosząc je ze zgliszcz, po twardym lądowaniu, jakim jest degradacja do najniższej ligi rozgrywkowej.

Umowę z klubem podpisaliśmy. Na dofinansowanie w wysokości 30 tysięcy złotych. Nigdy żaden klub sportowy nie otrzymał z powiatu milickiego tak hojnego wsparcia. Tak znaczącej pomocy. Niech ją dobrze spożytkuje.

Komentarze

Komu potrzebny jest KS „Milicz”?

W oświadczeniu – rezygnacji byłego prezesa Lecha, z tym że Henryka, przeczytałem, że Klub Siatkarski „Milicz” osiągnął największy historyczny sukces awansując do 2 rundy turnieju eliminacyjnego o II ligę. Zastanowiłem się przez chwilę czy to niewiedza, czy krótka pamięć powodują, że były prezes poważnego klubu mówi nieprawdę. Dokładnie rok temu nasz zespół dokonał identycznego wyczynu i po zajęciu 2. miejsca w Rzeszowie, awansował do turnieju 2 rundy w Żyrardowie. Pamiętam, że wtedy właśnie Henryk Lech był gorącym zwolennikiem udziału w tych turniejach, którym ja byłem przeciwny ze względu na duże koszty. Zwyciężyła opcja wyjazdu (i dobrze), gdzie nasi siatkarze pokazali się z bardzo dobrej strony. No właśnie – nasi siatkarze – zagraliśmy wówczas pełnym składem milickim, wzmocnionym prawie – miliczaninem, czyli Adamem Radojewskim. To trochę inna sytuacja niż dzisiejsza, kiedy jeden miliczanin w składzie KS „Milicz”(!) jest okazjonalnym uzupełnieniem składu pochodzącego z „zaciągu”.

Ale nawet pomijając problem niepamięci, muszę zwrócić uwagę na błąd logiczny. W 15.letniej historii klubu były różne sukcesy i porażki – spadki, awanse, eliminacje. Wśród nich brązowy medal Mistrzostw Polski Młodzików w Swinoujściu  w 2003 roku, który zasygnalizował sportowej Polsce aspiracje małego klubu z Milicza. Dość powiedzieć, że w finale potykaliśmy się z Warszawą, Olsztynem, Gorzowem, Częstochową, Gostyniem oraz gospodarzami finału. W zespole prowadzonym przez trenera Tomasza Pajora błysnął wielki talent Damiana Wojtaszka, który otrzymał zresztą nagrodę indywidualną turnieju, bodajże – „dla najsympatyczniejszego zawodnika”, wręczoną przez Izę Albrecht z Wałcza, animatorkę minisiatkówki w tym mieście:)

Prawdziwy tryumf przyszedł 2 lata później. Było nim zakwalifikowanie się do ogólnopolskiego finału Mistrzostw Polski Kadetów i VII Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Lublinie. Tam się działo…. Dość powiedzieć, że w pierwszym meczu, dzięki fenomenalnej grze „Małego” prowadziliśmy z faworytem turnieju i późniejszym wicemistrzem Polski 2:0 w setach. Pełna hala ludzi, masa oficjeli, bo to mecz otwarcia i taka sensacja w powietrzu. To było niepojęte, trenerka Violetta Czerkiewska mało nie przypłaciła tego wylewem…. Przegraliśmy ten mecz 2:3, ale co napędziliśmy im strachu….. Zajęliśmy VII miejsce, przed naszymi chłopakami otworzyła się droga sportowego awansu. Skorzystał przede wszystkim Damian Wojtaszek, którego w swoim mistrzowskim składzie zapragnął trener MOS Wola Warszawa – Wojciech Felczak. To dzięki niemu kariera Damiana potoczyła się metodycznie i precyzyjnie. Wiem o tym dobrze, że pierwsze powołanie do kadry Polski związane było z rekomendacją od Felczaka.

I to panie były prezesie jest największym sukcesem naszego klubu. Damian Wojtaszek, nasz wychowanek, chłopak z Milicza, z krwi i kości – miliczanin, który po raz pierwszy w historii będzie reprezentował Rzeczpospolitą! Elita elit, najlepszy z najlepszych, który nigdy nie zapomina zaznaczyć, gdzie zaczynał sportową karierę. Gdzie uczył się siatkówki, gdzie stawiał pierwsze kroki. Komu to się śniło parę lat temu??  Żaden turniej, żadna 2 liga nie ma porównania ze splendorem, jaki daje wychowanie reprezentanta kraju.

A gdzie byłby dzisiaj Damian, gdybyśmy wówczas nie szkolili młodzików i juniorów, na których nie zwracał pan uwagi? Kto dzisiaj reprezentowałby Polskę, gdybyśmy skupili się na organizacji turniejów kosztem młodzieży? Gdyby filozofia klubu opierała się na transferach a nie szkoleniu wychowanków?  Skąd by się wzięli chłopcy grający dziś w Polsce – Wojtek Dziurkowski, Błażej Kuna, Maciek Kwaśniak, Mateusz Lesiak, Mikołaj Wojtyczka???

Nie interesują pana juniorzy, praca szkoleniowa, milickie talenty. Najlepiej wszystkich sprowadzić – tak jest łatwiej i szybciej.

Dlatego dobrze, że pan zrezygnował…..

Komentarze14

jestem wieśniakiem

Po jednym z ostatnich wpisów, gdzie przyznałem się do moich (przy)ziemnych typowo wiejskich upodobań, otrzymałem sympatycznego maila – Piotr, jak to przeczytali w ….., to zaczęli się zastanawiać, czy nie zafundować ci kawałka gruntu, żebyś zajął się sianiem agrotechnicznym, a zaprzestał siania na blogu.  Sympatyczne to, muszę przyznać. I lepsze niż prymitywna, gorąca walka polityczna, która prowadzi do obłędu. Takim obłędem jest na przykład przenoszenie sporu politycznego na grunt kontaktów towarzyskich. Nigdy tego nie rozumiałem i nigdy tego nie zaakceptuję, bo świadczy to o prowincjonalnym charakterze naszej mikropolityki. O zaściankowości i małostkowości. Wszak wszyscy wiedzą, a przynajmniej powinni, że w dużej polityce krajowej, po najbardziej gorących i emocjonalnych dyskusjach, posłowie spotykają się na piwie za kratą albo u Hawełka, a najlepiej poza Sejmem. Tak przynajmniej było do smoleńskiej katastrofy. Ale i dziś rozmawiają ze sobą na pokładzie samolotu, wracając do domu, albo jadąc jednym samochodem, żeby było taniej. Bo spór o rację, metodę, o ideę nie powinien przechodzić w spór personalny, w myśl świętej zasady dyskusji – odnosimy się do poglądu a nie człowieka.

Naburmuszone, zacięte twarze. Oczy ciskające gromy. A w kuluarach zaciśnięte dłonie, które nie chcą się wyprostować nawet na najbardziej ludzki gest. Gest kultury, cywilizacji – gest powitania. Gdzie tak jest?

Wrocław, gala kolejnego konkursu, w którym można sobie kupić nagrodę albo wyróżnienie. Sztucznie podnieceni goście, którzy udają, że nie wiedzą, kto otrzyma statuetkę. Smokingi, muszki, lakierki, dobre perfumy. Wielki świat.  Wśród nich mój dobry, prawy i uczciwy kolega z Trzebnicy. Powszechnie znany a także lubiany za swoją szczerość i otwartość. Napotyka naszego sekretarza stanu… Zamierza się przywitać, jak na kulturalnego człowieka przystało. Nic z tego! Nie dostąpi tego zaszczytu. Tutaj obowiązują inne normy kultury. Dzwoni do mnie i nie może wyjść z zadziwienia, że w cywilizowanym kraju możliwe jest takie zachowanie. Mnie to mówi!

Zapachniało wiochą? O nie!  Na wsi to się nie zdarza. Na wsi wyciągnięta dłoń napotyka inną, często spracowaną, czerstwą i twardą dłoń. To wyżej opisane dotyczy rączek wymuskanych, delikatnych, ciepłych i nieprzyjemnie miękkich. Wypicowanych. A takich na wsi nie ma. Dlatego szczycę się, że jestem stąd, że jestem wieśniakiem. I będę siał;)

Komentarze

pierwszy kwietnia

Dzisiaj wszystko może być zmyślone, „skręcone”, żartobliwe. To dzień, kiedy kłamstwo uzyskuje nadzwyczajną wartość, tak jakby wcześniej, w ciągu 364 dni go nie było…. Ależ kumulacja – niedziela palmowa, 50 lat „Trójki”, gala PPA we Wrocławiu i wygrana Agnieszki Radwańskiej w Miami!

Palmy poświęcimy w małym kościółku, gdzie gwarancją jest odpowiedni poziom skupienia, bez dyskusji o masonerii, upadku państwa, zniszczeniu narodu. Naród ma zostać zniszczony przez odpis podatkowy przekazany Kościołowi, czyli z powodów finansowych. Jeszcze parę miesięcy temu taka sama propozycja, ale wyższa kwotowo, wyszła z ust hierarchii kościelnej. Innym przejawem niszczenia narodu jest „nadobowiązkowy” charakter religii w szkole. Dawno już w szkole nie pracowałem, ale w czasach, gdy dyrektorowałem w „Dwójce” katecheza zawsze była nadobowiązkowa, wskutek czego „jedynka” z religii nie uniemożliwiała promocji. O co więc chodzi? Znowu o pieniądze, gdyż poprzez środowiska zaprzyjaźnione politycznie,  rozpowszechniono informację, że sfinansowanie katechezy spadnie na barki samorządów. Czyli religia w szkołach będzie tam, gdzie gminy, miasta, powiaty specjalnie za to zapłacą, co w czasach kryzysu, niżu demograficznego i oszczędności oznaczałoby poważne redukcje. Okazuje się to oczywistą nieprawdą, która choć na Ziemi Milickiej, dzięki tej informacji, mam nadzieję skończy żywot na pierwszym kwietnia.

Nie wszystkie kłamstwa znikną niestety tego dnia, bo przecież paliwo ciągle się pompuje do „zamachu smoleńskiego”, do eksterminacji emerytalnej narodu, do eksterminacji medialnej (brak TV Trwam na multipleksie), i jeszcze paru innych.

Byłem we wtorek 27 marca w Warszawie i zajrzałem do tzw. miasteczka emerytalnego przed kancelarią premiera. To był zdaje się dzień gdański, czyli dyżury pełnili wówczas aktywiści z Pomorza. Kilkanaście osób z flagami, niektórzy na ławkach w Łazienkach, inni w pobliskim sąsiedztwie, na małej scenie kobieta śpiewa „Naszą klasę”.  W namiotach na zapleczu zgoła inna poetyka – muzyka, śpiewy i piski niewieście, przed godziną 12.00 w południe pełna atmosfera grillowa. Kiedy w pewnym momencie usłyszałem „Mury” Jacka Kaczmarskiego, odruchowo zwróciłem głowę w stronę śpiewających. Zdębiałem, wśród zebranych zobaczyłem … Leszka Millera, śpiewającego zwrotkę „a mury runą, runą i pogrzebią stary świat” ze wzniesioną do góry dłonią, z charakterystyczną „V”. Obok kilku pomorskich aktywistów z „Solidarności”.  W piątek tenże Miller zagłosował razem z PiS-em za referendum w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego i od razu stał się ich pupilem, co więcej do apologetów dołączyli stronnicy Zbigniewa Ziobry, któremu jeszcze niedawno Miller przypisał ksywę „zero, zero”. Teraz, w ramach wzajemnej miłości, cześć Millera będzie broniona równie żarliwie jak pamięć smoleńska, szczególnie gdy dojdzie do finału śledztwo dotyczące więzień CIA na terytorium Polski. Kolejna sprawa, która jest długowiecznym kłamstwem.

Kłamstwem nie jest na szczęście 50.lecie Trójki. Stacji, którą odkryłem w pełni wraz z „Listą Przebojów Programu Trzeciego” prowadzoną i stworzoną przez Marka Niedźwiedzkiego. To było przeżycie! Dwugodzinna dawka muzyki, wielkie emocje i napięcie – kto dziś wygra? Maanam, Robert Plant, Republika czy Perfect. W tym zestawieniu zawsze stawiałem na Republikę, poczynając od Kombinatu, potem Telefonów, Białej flagi, po poetyckie ekstatyczne erotyki -  Sexy doll czy Śmierć w bikini. Emocje były ogromne. I wzruszenia – młodzieńcze, naiwne, szczere. Sobota o 20.00 niepodzielnie należała do Trójki, kosztem życia towarzyskiego i uczuciowego. Nie umawialiśmy się z dziewczynami przed 22.00, na dyskoteki wchodziliśmy już po połowie. Skutek był taki, że dziewczyny przechwytywali ci, którzy listy nie słuchali, a w dyskotekach szaleli nasi zmiennicy i młodsi i starsi, nieprzeżywający pozycji Budgie, Survivor, Scorpions, Rainbow czy TSA przed radiem, tylko umiejący się zakręcić przy dyskotekowych gwiazdach Postolina, Czatkowic, Krośnic, ZBR -u, WSS-u, Wierzchowic czy Kaszowa.

Z Trójką miałem też śmiesznogroźne zdarzenie, gdy napisałem do nich list. W stanie wojennym. Gdy ją odwiesili. Napisałem o spotkaniu w szkole z politrukiem, który w ramach łagodzenia nastrojów przyjechał na spotkanie z młodzieżą w prowincjonalnym Miliczu i został tu „zjedzony” z powodu swojej niekompetencji i arogancji.  Żenada i poruta, siedemnastolatkowie rozjechali agitatora w mundurze, udowadniając, że w trakcie trwającej sesji Sejmu, Rada Państwa nie miała prawa do wprowadzenia stanu wojennego. Widząc, co się święci, czujny nauczyciel przerwał spotkanie niechybnie zmierzające w niebezpieczne rewiry. Wściekły napisałem o tym do radia, do mojej Trójki. Przeczytali to. O liceum, o spotkaniu, o trepie w zielonym mundurze i o tym, że ich słuchacz z Kaszowa, prosi o anonimowość…. Równie dobrze można by powiedzieć, że jedyny w tym czasie z Kaszowa uczeń liceum nazywa się Piotr Lech, ale chciałby, żeby nie wymieniać jego nazwiska ;) W toalecie szkolnej wrzało, kumple poklepywali mnie z uznaniem po plecach, ale robili to w stylu – a teraz chłopie gotuj się na śmierć. Co mnie uratowało – nie wiem. Albo wyjątkowy liberalizm grona i dyrekcji, w co nie wierzę, albo prozaiczny powód – nikt jeszcze z tego grona nie słuchał Trójki! I dobrze.

A kto to jeszcze pamięta???

Małgosi Wojciechowskiej  szczere i gorące gratulacje z okazji sukcesu w PPA!!!

Damianowi Wojtaszkowi wyrazy wsparcia i podziwu. Trzymaj się Mały!!

Jesteście Wielcy:)

Komentarze2

byle do wiosny

Brak aktywności jest widoczny gołym okiem. Niestety, mój blog przegrywa w konkurencji z domowymi i ogrodowymi pracami wiosennymi. Dlatego posiałem majeranek, marchew, sałatę, rzodkiewkę, szpinak, przyciąłem gałęzie, wygrabiłem część podwórka i nie zdążyłem zrobić tylu samych czynności z powodu nocy. Aha, obejrzałem jeszcze ścieżkę po wiosennym sprzątaniu, czy należycie wygląda. Należycie. Jest ok.

Przyznaję, nie potrafię się zmobilizować należycie w natłoku spraw codziennych i przyziemnych. Nie mobilizują mnie niestety występy sekretarza Dariusza, który niczym Fidel prowadzi regularne tyrady równie absurdalne i groteskowe jak jego latynoamerykański idol. Podobieństw zresztą jest więcej – fanaberie i życie ponad stan na koszt podatnika, umiłowanie kultury azteckiej (piramida), językowe ornamenty i „wygibasy” czy absolutne rządy sekretarza. Dostałem kilka próśb, aby zamieścić pismo, w którym wójt deklaruje wypełnienie wszystkich zobowiązań, które podejmie sekretarz. Inaczej wypełnienie poleceń, które sekretarz mu wyda. Pewnie że zamieszczę. Dziwi mnie tylko, że kogoś to dziwi….. Przecież od dawna widać to gołym okiem. Dlatego mnie też przestało to inspirować. A szkoda.

W czwartek w gronie kilku starostów spotkaliśmy się z marszałkiem i wojewodą. W kilku sprawach dotyczących styku administracji rządowej i samorządowej – powiatowej i wojewódzkiej. Przy tej okazji Robert Adach podrzucił mi ciekawe nagranie z komisji rady miejskiej, na której burmistrz z wierną sobie gwardią domagał się od starosty Roberta Adacha, żeby (uwaga – bomba!) – wybudował orlika na wsi „jakiejśtam”. Dlaczego powiat ma zainwestować 400 tysięcy w budowę wiejskiego orlika? Bo w kampanii wyborczej PO obiecała… Co z tego, że nie wybrano burmistrza z PO? Co z tego, że PO nie ma większości w radzie miejskiej? Obiecali? To niech budują! Nawet własnoręcznie. Brać się za łopaty, grabie, młotki i kielnie. Budować. Nie dyskutować i nie tłumaczyć pokrętnie waszej niemocy. Ufff… Paranoja.

Robert przywiózł mi jeszcze coś z Trzebnicy. „Kuriera Trzebnickiego”, w którym jest artykuł ….na mój temat. A jakże! Mało tego – to artykuł pochlebny…

Niewiarygodne. A jednak. Z wrodzonej małości i próżności, postanowiłem nie tylko o tym wspomnieć, ale i tekst zamieścić. Co niniejszym czynię z nieukrywaną radością :)

 

Komentarze10