Piotr Lech | Bijące serce partii
21524
post-template-default,single,single-post,postid-21524,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,content_with_no_min_height,select-theme-ver-2.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.3,vc_responsive

Bijące serce partii

Haniebne wydarzenia na komisariacie jakie rozegrały się we Wrocławiu przy ulicy Trzemeskiej, a których prawdziwy przebieg ujawniły nagrania dziennikarzy TVN-u, jako żywo przywołały mi wspomnienia z przeszłości. W tym te najtragiczniejsze. Związane z męczeńską śmiercią Grzegorza Przemyka zakatowanego w Warszawie w 1983 r. w komisariacie na ulicy Jezuickiej. Kiedy oglądałem film nagrany kamerą z paralizatora (o ironio!), nawet nie próbowałem sobie wyobrażać, co czuje ojciec, matka czy rodzeństwo tego chłopaka, który został zamęczony, za ręczony i na koniec zamordowany. Z niewiadomych do dzisiaj powodów. W sztuce Ignacego Witkiewicza pt. “Szewcy” wystepują “Dziarscy Chłopcy”, którzy, w realizacji scenicznej z 1984 r. w Teatrze Polskim, występowali w charakterystycznych kostiumach, do złudzenia przypominających mundury ówczesnego ZOMO. Myślę że dzisiaj reżyser na podstawie skojarzeń z ostatnimi wydarzeniami, mógłby bohaterów dramatu ubrać w mundury policjantów z ulicy Trzemeskiej. Bo wbrew różnym publicystycznym opiniom, sądząc po wieku tych funkcjonariuszy, to nie były PRL-owskie pozostałości, to nie były postkomusze relikty, to nie byli starzy milicjanci, ale zdrowi, właśnie dziarscy chłopcy, być może, efekt dobrej zmiany. Decydenci gorliwie wypierają się związku, a przede wszystkim odpowiedzialności za mord na komisariacie. Nikt nie zarzuca ministrowi ani wiceministrowi, że zamordowali tego chłopaka, ale z pewnością swoimi decyzjami odpowiadają za to, co się dzieje w policji. Na przykład za to, że doświadczony oficer, znakomicie wyszkolony, ze świetnym usposobieniem także moralnym, jakim był komendant policji w Miliczu, musi odejść na fali czystek milicyjnych, bo takie stawiało mu się ultimatum, choć ani jednego dnia ani jednej godziny nie służył w milicji. Swoją służbę rozpoczął w 1991 r. Ale był niewygodny, nie podobał się dobrej zmianie, panu Błaszczakowi Zielińskiemu pani Kempie czy lokalnym kadrowcom z PiS-u. Kto ma tych ludzi zastąpić? Kto ma dowodzić i z jakim morale, skoro na podstawie kłamstwa buduje się choćby odwołanie komendanta, dowódcy, lidera służb? Kto zastępuje dotychczasowych oficerów? Aferzyści, kłamcy, a także tego dowódcę komisariatu, na którym doszło do skandalicznego zachowania. W większości jest to znany na Dolnym Śląsku “zaciąg sycowski”, który degraduje służbę, niszczy policję. Niestety, to zatrute drzewo będzie długo jeszcze przynosić złe owoce.

Brak komentarzy

Skomentuj