Piotr Lech | To była niedziela
21528
post-template-default,single,single-post,postid-21528,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,content_with_no_min_height,select-theme-ver-2.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.3,vc_responsive

To była niedziela

4 czerwca 1989 r., podobnie jak dziś była niedziela. Na którą długo czekaliśmy. Ale też dobrze się do niej przygotowaliśmy. My, czyli Solidarność, która stanęła do tych wyborów W Pełnej gotowości, z determinacja, ale i nadzieją. Przed każdym lokalem wyborczym ustawiliśmy punkt informacyjny, tak było w całym powiecie milickim. Mieliśmy ustalony sposób komunikowania się, raportowania, interwencji w razie potrzeby. Zakładaliśmy różne scenariusze, Zresztą nie bez przyczyny, więc nawet do toalety lub na papierosa wychodziliśmy rotacyjnie. Pierwszy bój stoczyliśmy o flagę, domagając się zdjęcia z budynku, oraz ze stojaka naziemnego, flagi czerwonej. Dziś mało kto już pamięta, że czerwona flaga była nieodłącznym elementem wystroju właściwie każdego święta i wydarzenia i towarzyszyła zawsze fladze narodowej biało – czerwonej. Po naszej interwencji, jakichś naradach, sam nie wiem z kim, przewodniczący komisji zgodził się i nakazał zdjąć flagi symbolizujące komunizm, czy jak tłumaczono nam wtedy – ruch robotniczy. Do dzisiaj mam odręczne zapiski, notatki z liczenia głosów, z prac tej komisji. Czuliśmy wtedy wielką radość, że oto spełnia się wielki nasz syn, wychodzenia z komunizmu, czy tam socjalizmu, jak wówczas mówiono. Nie mieliśmy wrażenie że to koncesjonowana demokracja, że tylko częściowe zwycięstwo. Odczuwaliśmy dumę ze zwycięstwa pełnego, bo tych 30% w Sejmie tak nam się jawiło. Wracając rano do domu, po nocy spędzonej w komisji wyborczej, czułem się fantastycznie, świat wydał mi się o wiele piękniejszy i weselszy. Wiedziałem, że biorę udział w czymś niezwykłym, nadzwyczajnym. Kiedy dzisiaj słucham czy oglądam, a robię to coraz rzadziej, tych sfrustrowanych a może zakompleksionych komentatorów, zaprzęgniętejch do rydwanu „dobrej zmiany“, którzy podważają wydarzenie z 4 czerwca 1989 roku i deprecjonują to zwycięstwo, po pierwsze myślę sobie– gdzieście wtedy byli? Radykalni, odważni, bohaterscy? Dlaczego nie walczyliście z wrogiem, skoro te wybory były tylko zgniłym kompromisem? Jeden z tych bohaterów Stanisław Wallenrod Piotrowicz ciągle trwał w PZPR, będąc w egzekutywie jednocześnie, bronił ustroju jako zaufany reżimowy prokurator. Innym zdarzyło się przespać pod kołdrą stan wojenny. Jeszcze inni kolaborowali z ówczesnym reżimiem, w dużej mierze dotyczyło to hierarchii kościelnej. Dzisiaj, kiedy odwaga staniała, niezwykle zdrożała przyzwoitość. Jest jej coraz mniej. Dlatego warto, szczególnie dziś, wrócić myślami do tamtej niedzieli. Bo na szczęście była w pewnym sensie to ostatnia niedziela.

Brak komentarzy

Skomentuj